Anoche volvimos a zarpar del puerto de Civitavecchia hacia Barcelona.
El mar estaba sereno y yo con él, feliz de poder volver a casa.
He aprendido mucho durante este viaje que hemos hecho juntos. He viajado en el espacio y en el tiempo, hacia los días en los que dabas tus primeros pasos, en los que pronunciabas tus primeras palabras. Ahora sé mucho más de tí. Y de mí.
El mundo me odiará por querer negar lo que hay entre tú y yo. Tú me odiaras. Quizás me odiaré yo misma. Paradójicamente eres tú quien me compró ese libro, quien me empujó a pensar en mi propio ser y en mi propia felicidad. Te das cuenta de que desde hace años ya te escribo tan solo a tí, que escribo tan solo de tí? Algún día cuando ya dejes de odiarme, cuando todas las malas emociones se calmen, te lo dejaré leer, y verás que es lo que sentía y por qué he tomado estas decisiones.
He sido feliz contigo. Me entiendes y te entiendo. Me encanta tu familia. Me gusta tanto tu país. Te admiro y te apoyo siempre cuando necesitas una mano para conseguir tus metas y acercarte a la persona que quieres ser. Me he olvidado de mi misma. De mis propias necesidades, de mi propio ser.
Mi amiga hoy me dijo que es inseguridad. Puede ser. Me estaba negando el derecho de ser feliz. Ambos sabemos porque. Pero ya he pagado mis deudas. No es verdad que no puedo luchar por conseguir mis sueños. Ahora lo voy a hacer.
Mostrando entradas con la etiqueta Italia. Mostrar todas las entradas
Mostrando entradas con la etiqueta Italia. Mostrar todas las entradas
jueves, 28 de enero de 2016
miércoles, 5 de marzo de 2014
176 // "los íberos contra los romanos"
Ciepły luty, wietrzny wieczór w Cittavecchia.
Wolność. WOLNOŚĆ. WOL-NOŚĆ!
Ja z jego ojcem w samochodzie, patrzę w morze, wokół fruwają mewy. Beatus ille. My i natura. Chyba z milion razy powtórzyłam Ci już, jak bardzo kocham morze. Jestem w innej rzeczywistości, kocham koncept de la otra realidad. Moje ciało tak niesamowicie walczy o to by doświadczać, podróżować, poznawać - to silniejsze ode mnie. Podróż to ja, to światem żyję, z moją walizką pod pachą ciągle do przodu. Nie jestem znikąd, moją ziemią jest morze.
Wielki statek z Barcelony, włoska noc i ON. Mój, jedyny, idealny... Nie myślę - czuję. Biegnę i przytulam się z całej siły do bramy, nie mogę już nic zrobić. Wyciągam do niego ręce a on przytula się do mnie mocno, błądzimy dłońmi między barierkami ze stali. Raj na Ziemi istnieje.
Czas się zatrzymuje, nie spieszymy się, wszystko zawsze można zrobić jeszcze później. Utrzymuję długo jego szczęśliwe spojrzenie, jakby świat nie istniał. Kładzie dłoń na moim udzie, delikatnie muskając moją skórę, całuję go w każdą kostkę dłoni, kontempluję jego palce jak najcudowniejszy skarb.
Italia jest bardzo kapryśna, i taka urocza. Każda z identycznych uliczek wiecznego miasta, ten milion magicznych momentów w deszczu. Wino, słońce, nasza miłość, makarony, pocztówki z Koloseum, wspólne zdjęcia na Piazza Navona, antykwariat z książkami, koncert na placu świętego Piotra...Tutte le mie strade portano a Roma. Znaki są bardziej wyraźne niż kiedykolwiek a ja coraz głupsza i coraz bardziej ślepa. Nie wstydzę się przyznać, że się zgubiłam. Daję się nieść temu słodkiemu uczuciu wolności, dobijam do brzegu jak morska fala. Chłonę garściami dźwięki, obrazy, zapachy, odczucia...
Jesteś pomiędzy filozofią a literaturą, jesteś w katalońskim, w gramatyce... Każda sekunda ziemskiego raju ukrywa się w moich krokach, w powietrzu, które wydycham, tak niewyczuwalnym. Nikt nie wie, bo dla innych jesteśmy nikim. Z tym co czujemy, jesteśmy zawsze sami. Mam manię zapisywania, opowiadania moich historii gdzieś po kryjomu, niepostrzeżenie. Chciałabym, żeby cały świat mógł poczuć to co ja.
Chcę być jak wiatr, muskający znienacka Foro Romano. Chcę być morską falą dobijającą do plaży Barcelony, liściem palmy w centrum Malagi, czarnym kotem z Girony. Umieram, gdy nie doświadczam. Tak bardzo potrzebuję tego co niemożliwe, tak bardzo nie chcę zrezygnować.
Wolność. WOLNOŚĆ. WOL-NOŚĆ!
Ja z jego ojcem w samochodzie, patrzę w morze, wokół fruwają mewy. Beatus ille. My i natura. Chyba z milion razy powtórzyłam Ci już, jak bardzo kocham morze. Jestem w innej rzeczywistości, kocham koncept de la otra realidad. Moje ciało tak niesamowicie walczy o to by doświadczać, podróżować, poznawać - to silniejsze ode mnie. Podróż to ja, to światem żyję, z moją walizką pod pachą ciągle do przodu. Nie jestem znikąd, moją ziemią jest morze.
Wielki statek z Barcelony, włoska noc i ON. Mój, jedyny, idealny... Nie myślę - czuję. Biegnę i przytulam się z całej siły do bramy, nie mogę już nic zrobić. Wyciągam do niego ręce a on przytula się do mnie mocno, błądzimy dłońmi między barierkami ze stali. Raj na Ziemi istnieje.
Czas się zatrzymuje, nie spieszymy się, wszystko zawsze można zrobić jeszcze później. Utrzymuję długo jego szczęśliwe spojrzenie, jakby świat nie istniał. Kładzie dłoń na moim udzie, delikatnie muskając moją skórę, całuję go w każdą kostkę dłoni, kontempluję jego palce jak najcudowniejszy skarb.
Italia jest bardzo kapryśna, i taka urocza. Każda z identycznych uliczek wiecznego miasta, ten milion magicznych momentów w deszczu. Wino, słońce, nasza miłość, makarony, pocztówki z Koloseum, wspólne zdjęcia na Piazza Navona, antykwariat z książkami, koncert na placu świętego Piotra...Tutte le mie strade portano a Roma. Znaki są bardziej wyraźne niż kiedykolwiek a ja coraz głupsza i coraz bardziej ślepa. Nie wstydzę się przyznać, że się zgubiłam. Daję się nieść temu słodkiemu uczuciu wolności, dobijam do brzegu jak morska fala. Chłonę garściami dźwięki, obrazy, zapachy, odczucia...
Jesteś pomiędzy filozofią a literaturą, jesteś w katalońskim, w gramatyce... Każda sekunda ziemskiego raju ukrywa się w moich krokach, w powietrzu, które wydycham, tak niewyczuwalnym. Nikt nie wie, bo dla innych jesteśmy nikim. Z tym co czujemy, jesteśmy zawsze sami. Mam manię zapisywania, opowiadania moich historii gdzieś po kryjomu, niepostrzeżenie. Chciałabym, żeby cały świat mógł poczuć to co ja.
Chcę być jak wiatr, muskający znienacka Foro Romano. Chcę być morską falą dobijającą do plaży Barcelony, liściem palmy w centrum Malagi, czarnym kotem z Girony. Umieram, gdy nie doświadczam. Tak bardzo potrzebuję tego co niemożliwe, tak bardzo nie chcę zrezygnować.
Jeśli wszystko odchodzi, my tutaj zostajemy. Bo wieczność musi być właśnie taka.
Suscribirse a:
Entradas (Atom)