Llora el cielo. Llora el vidrio de mis ojos. Llora la sal.
Są takie chwile, kiedy nie można nic. Kiedy czas jest silniejszy. Idę w zwolnionym tempie, woda spływa z mojej głowy, moich włosów, moich oczu, moich rąk. Możesz to zobaczyć, podejdź. Wszystkie dni przeszłości są wewnątrz. Każdy podmuch wiatru i każda kropla tamtego ja.
Te dni, gdy człowiek jest tak przerażająco nieludzki, kiedy nie ma siły walczyć, bo już się poddał.
Kocham ją i martwię się. Tak jest w miłości. Los połączył nas właśnie po to, byśmy były dla siebie. W najbardziej surrealistycznych momentach jest moja a ja jestem jej. Obie idziemy w tym samym kierunku. Słucham i płaczę, pada deszcz. Dałabym ci to wszystko czego pragniesz, gdybym tylko mogła.
Czuję, że przegrałam to wszystko. Złamałam siebie.
Nie chcę już tak.
lunes, 24 de marzo de 2014
sábado, 22 de marzo de 2014
178 // tú eres mi patria
Hoy viendo la historia de aquella mujer me pude ver a mi misma reflejada en sus pupilas.
Jak można pozbyć się przeszłości? Jak zapomnieć o walce? Życie takich ludzi jak my jest wieczną ucieczką, przed ludźmi, przed prawdą i przed nami samymi. Staramy się stać niewidzialnymi, zniknąć, bo nie mówimy o sobie, nigdy nie mówimy prawdy.
To te lata ciszy, czasem kilka lat, czasem całe dekady, to, dlaczego nigdy nie tłumaczymy się z naszych podróży. Przecież to lubimy, tak jest wygodnie. Najprościej, jeśli nikt nie wie o kraju, o ojczyźnie, o walce...
Chcemy stać się tłumem, szarym kawałkiem wieloosobowości.
Już prawie zapomniałam o Katalończykach patrzących na mnie, obserwujących mnie, każdy mój ruch. Zakapturzone postacie, czarne, niezauważalne.
Kiedyś to łono wyda owoc, i owoc będzie pochodził z tego łona, będzie z nim połączony pępowiną, która będzie go karmiła. Próbujemy być ludźmi, studiować, pracować, zakładać rodziny, ale co noc śnimy o tym, jak pociągamy za spust. Lub jak ktoś pociąga za spust celując w naszą stronę.
Pewnej przeszłości nie da się wymazać, nie da się zapomnieć o tym, co przeżyliśmy. Nigdy już nie będziemy sobą i nie powiemy o nas nikomu. Tak trudno jest żyć w przebraniu, w masce, wiedząc, że nie można zaufać nikomu.
Y así permanecemos callados, solos, a veces resignados. Ya no queremos luchar, ya no podemos. La casa está tan lejos. ¿Dónde está nuestro país, nuestra patria?
Pamiętam nastolatkę w robotniczej czapce, z chustką na twarzy, jej pełne pasji oczy i pytam samą siebie: Gdzie teraz jestem? On sóc JO?
Això no és crisi. Se'n diu capitalisme.
29.10.2010
Jak można pozbyć się przeszłości? Jak zapomnieć o walce? Życie takich ludzi jak my jest wieczną ucieczką, przed ludźmi, przed prawdą i przed nami samymi. Staramy się stać niewidzialnymi, zniknąć, bo nie mówimy o sobie, nigdy nie mówimy prawdy.
To te lata ciszy, czasem kilka lat, czasem całe dekady, to, dlaczego nigdy nie tłumaczymy się z naszych podróży. Przecież to lubimy, tak jest wygodnie. Najprościej, jeśli nikt nie wie o kraju, o ojczyźnie, o walce...
Chcemy stać się tłumem, szarym kawałkiem wieloosobowości.
Już prawie zapomniałam o Katalończykach patrzących na mnie, obserwujących mnie, każdy mój ruch. Zakapturzone postacie, czarne, niezauważalne.
Kiedyś to łono wyda owoc, i owoc będzie pochodził z tego łona, będzie z nim połączony pępowiną, która będzie go karmiła. Próbujemy być ludźmi, studiować, pracować, zakładać rodziny, ale co noc śnimy o tym, jak pociągamy za spust. Lub jak ktoś pociąga za spust celując w naszą stronę.
Pewnej przeszłości nie da się wymazać, nie da się zapomnieć o tym, co przeżyliśmy. Nigdy już nie będziemy sobą i nie powiemy o nas nikomu. Tak trudno jest żyć w przebraniu, w masce, wiedząc, że nie można zaufać nikomu.
Y así permanecemos callados, solos, a veces resignados. Ya no queremos luchar, ya no podemos. La casa está tan lejos. ¿Dónde está nuestro país, nuestra patria?
Pamiętam jak rok temu czekaliśmy na pociąg na stacji María Zambrano. To tam rozstaliśmy się długim pocałunkiem. Puścił moją dłoń tak delikatnie. Nie oglądałam się za siebie, nie potrafiłabym, nie chciałam. Ruszyłam w stronę mojej matki, z podekscytowaniem i radością mijałam puebla w Kordobie, ojczyznę don Quijota, Guadalajarę, Zaragozę, Lleidę... Po dwóch latach wróciłam do Barcelony, jakby minął najwyżej dzień. Poznawałam każdy kamień mojego miasta płacząc z radości, ze wzruszenia. Miłość do niej ściskała mi serce. Jak nieodwzajemniona miłość do jakiegoś mężczyzny. Jak miłość niespełniona, niemożliwa, nieszczęśliwa. Nie chciałabym musieć wybierać, bo wiem, jaka byłaby moja decyzja.
Pamiętam nastolatkę w robotniczej czapce, z chustką na twarzy, jej pełne pasji oczy i pytam samą siebie: Gdzie teraz jestem? On sóc JO?
Això no és crisi. Se'n diu capitalisme.
29.10.2010
sábado, 8 de marzo de 2014
177 // una choni catalana
Que raro es oír a Alfons hablar español. Cada día aprendo algo nuevo, veo como el rollo este de la Universidad me abre los ojos cada vez más. Lo que aprendo allí es que no pertenezco a este mundo, soy una puta choni, una perra que quiere salir de fiesta, disfrutar de mi chico, pasármelo bien con el hombre que quiero. Solo tenemos una juventud, mi amor, sólo una, no más.
Doy vueltas y vueltas a ese verano, a todo lo que ha sucedido, lo que hice y no hice. A lo que soy y lo que quiero ser. Por qué tengo que ser una guerra, que una parte de mí siempre está luchando contra la otra, que yo misma no sé que es lo que soy.
No miento cuando le digo eso de la familia, que quiero que nos casemos, que tengamos hijos.
¨Un piso, un hijo, un perro...¨ - se ríe. Ríete, hijo. ¨Es lo que más quiero en la tierra¨ - le digo, podemos no hablar de ello, podemos hacerlo todo surgir. ¨Tú qué más quieres de mí?¨. Qué más quieres que haga, que diga, para que me creas que siempre he sido sincera contigo?
No te fías. Y yo soy demasiado árabe, según me dices.
No soy ni árabe ni nada, esta es mi media YO. Es que no sabes que eso no va a cambiar nunca.
No te es suficiente con todas estas mañanas que nos despertabamos abrazados, qué te miraba a los ojos con amor, que nos tocabamos con cariño abrazados en la cama? No crees en nuestras tardes que trabajábamos juntos, tan felices, cocinando paella? Las noches que sólo FUIMOS, los mil momentos que pasamos juntos, en los que el mundo desaparecía avergonzado, que no existía más que nosotros.
Me siento en el aula, pensativa, y no oigo nada, mirando la pared. No puedo dejar de pensar en cómo es posible que hayamos terminado así. En la nada... Me pierdo entre las asignaturas que aprobar, entre filosofía y lingüística estás siempre tú, y no pegas a nada.
No sé si aun puedo salvar lo que hay entre nosotros.
No sé si me puedo salvar a mí.
Sé que no soy lo que tú pretendes que sea. Sé que no pertenezco al mundo en el que me he encontrado. Tengo que aprender a vivir sola.
Nunca en mi vida había sufrido tanto como ahora. Nunca he amado así.
Pero mañana será un nuevo día. Y lo empezaré contigo.
Doy vueltas y vueltas a ese verano, a todo lo que ha sucedido, lo que hice y no hice. A lo que soy y lo que quiero ser. Por qué tengo que ser una guerra, que una parte de mí siempre está luchando contra la otra, que yo misma no sé que es lo que soy.
No miento cuando le digo eso de la familia, que quiero que nos casemos, que tengamos hijos.
¨Un piso, un hijo, un perro...¨ - se ríe. Ríete, hijo. ¨Es lo que más quiero en la tierra¨ - le digo, podemos no hablar de ello, podemos hacerlo todo surgir. ¨Tú qué más quieres de mí?¨. Qué más quieres que haga, que diga, para que me creas que siempre he sido sincera contigo?
No te fías. Y yo soy demasiado árabe, según me dices.
No soy ni árabe ni nada, esta es mi media YO. Es que no sabes que eso no va a cambiar nunca.
No te es suficiente con todas estas mañanas que nos despertabamos abrazados, qué te miraba a los ojos con amor, que nos tocabamos con cariño abrazados en la cama? No crees en nuestras tardes que trabajábamos juntos, tan felices, cocinando paella? Las noches que sólo FUIMOS, los mil momentos que pasamos juntos, en los que el mundo desaparecía avergonzado, que no existía más que nosotros.
Me siento en el aula, pensativa, y no oigo nada, mirando la pared. No puedo dejar de pensar en cómo es posible que hayamos terminado así. En la nada... Me pierdo entre las asignaturas que aprobar, entre filosofía y lingüística estás siempre tú, y no pegas a nada.
No sé si aun puedo salvar lo que hay entre nosotros.
No sé si me puedo salvar a mí.
Sé que no soy lo que tú pretendes que sea. Sé que no pertenezco al mundo en el que me he encontrado. Tengo que aprender a vivir sola.
Nunca en mi vida había sufrido tanto como ahora. Nunca he amado así.
Pero mañana será un nuevo día. Y lo empezaré contigo.
miércoles, 5 de marzo de 2014
176 // "los íberos contra los romanos"
Ciepły luty, wietrzny wieczór w Cittavecchia.
Wolność. WOLNOŚĆ. WOL-NOŚĆ!
Ja z jego ojcem w samochodzie, patrzę w morze, wokół fruwają mewy. Beatus ille. My i natura. Chyba z milion razy powtórzyłam Ci już, jak bardzo kocham morze. Jestem w innej rzeczywistości, kocham koncept de la otra realidad. Moje ciało tak niesamowicie walczy o to by doświadczać, podróżować, poznawać - to silniejsze ode mnie. Podróż to ja, to światem żyję, z moją walizką pod pachą ciągle do przodu. Nie jestem znikąd, moją ziemią jest morze.
Wielki statek z Barcelony, włoska noc i ON. Mój, jedyny, idealny... Nie myślę - czuję. Biegnę i przytulam się z całej siły do bramy, nie mogę już nic zrobić. Wyciągam do niego ręce a on przytula się do mnie mocno, błądzimy dłońmi między barierkami ze stali. Raj na Ziemi istnieje.
Czas się zatrzymuje, nie spieszymy się, wszystko zawsze można zrobić jeszcze później. Utrzymuję długo jego szczęśliwe spojrzenie, jakby świat nie istniał. Kładzie dłoń na moim udzie, delikatnie muskając moją skórę, całuję go w każdą kostkę dłoni, kontempluję jego palce jak najcudowniejszy skarb.
Italia jest bardzo kapryśna, i taka urocza. Każda z identycznych uliczek wiecznego miasta, ten milion magicznych momentów w deszczu. Wino, słońce, nasza miłość, makarony, pocztówki z Koloseum, wspólne zdjęcia na Piazza Navona, antykwariat z książkami, koncert na placu świętego Piotra...Tutte le mie strade portano a Roma. Znaki są bardziej wyraźne niż kiedykolwiek a ja coraz głupsza i coraz bardziej ślepa. Nie wstydzę się przyznać, że się zgubiłam. Daję się nieść temu słodkiemu uczuciu wolności, dobijam do brzegu jak morska fala. Chłonę garściami dźwięki, obrazy, zapachy, odczucia...
Jesteś pomiędzy filozofią a literaturą, jesteś w katalońskim, w gramatyce... Każda sekunda ziemskiego raju ukrywa się w moich krokach, w powietrzu, które wydycham, tak niewyczuwalnym. Nikt nie wie, bo dla innych jesteśmy nikim. Z tym co czujemy, jesteśmy zawsze sami. Mam manię zapisywania, opowiadania moich historii gdzieś po kryjomu, niepostrzeżenie. Chciałabym, żeby cały świat mógł poczuć to co ja.
Chcę być jak wiatr, muskający znienacka Foro Romano. Chcę być morską falą dobijającą do plaży Barcelony, liściem palmy w centrum Malagi, czarnym kotem z Girony. Umieram, gdy nie doświadczam. Tak bardzo potrzebuję tego co niemożliwe, tak bardzo nie chcę zrezygnować.
Wolność. WOLNOŚĆ. WOL-NOŚĆ!
Ja z jego ojcem w samochodzie, patrzę w morze, wokół fruwają mewy. Beatus ille. My i natura. Chyba z milion razy powtórzyłam Ci już, jak bardzo kocham morze. Jestem w innej rzeczywistości, kocham koncept de la otra realidad. Moje ciało tak niesamowicie walczy o to by doświadczać, podróżować, poznawać - to silniejsze ode mnie. Podróż to ja, to światem żyję, z moją walizką pod pachą ciągle do przodu. Nie jestem znikąd, moją ziemią jest morze.
Wielki statek z Barcelony, włoska noc i ON. Mój, jedyny, idealny... Nie myślę - czuję. Biegnę i przytulam się z całej siły do bramy, nie mogę już nic zrobić. Wyciągam do niego ręce a on przytula się do mnie mocno, błądzimy dłońmi między barierkami ze stali. Raj na Ziemi istnieje.
Czas się zatrzymuje, nie spieszymy się, wszystko zawsze można zrobić jeszcze później. Utrzymuję długo jego szczęśliwe spojrzenie, jakby świat nie istniał. Kładzie dłoń na moim udzie, delikatnie muskając moją skórę, całuję go w każdą kostkę dłoni, kontempluję jego palce jak najcudowniejszy skarb.
Italia jest bardzo kapryśna, i taka urocza. Każda z identycznych uliczek wiecznego miasta, ten milion magicznych momentów w deszczu. Wino, słońce, nasza miłość, makarony, pocztówki z Koloseum, wspólne zdjęcia na Piazza Navona, antykwariat z książkami, koncert na placu świętego Piotra...Tutte le mie strade portano a Roma. Znaki są bardziej wyraźne niż kiedykolwiek a ja coraz głupsza i coraz bardziej ślepa. Nie wstydzę się przyznać, że się zgubiłam. Daję się nieść temu słodkiemu uczuciu wolności, dobijam do brzegu jak morska fala. Chłonę garściami dźwięki, obrazy, zapachy, odczucia...
Jesteś pomiędzy filozofią a literaturą, jesteś w katalońskim, w gramatyce... Każda sekunda ziemskiego raju ukrywa się w moich krokach, w powietrzu, które wydycham, tak niewyczuwalnym. Nikt nie wie, bo dla innych jesteśmy nikim. Z tym co czujemy, jesteśmy zawsze sami. Mam manię zapisywania, opowiadania moich historii gdzieś po kryjomu, niepostrzeżenie. Chciałabym, żeby cały świat mógł poczuć to co ja.
Chcę być jak wiatr, muskający znienacka Foro Romano. Chcę być morską falą dobijającą do plaży Barcelony, liściem palmy w centrum Malagi, czarnym kotem z Girony. Umieram, gdy nie doświadczam. Tak bardzo potrzebuję tego co niemożliwe, tak bardzo nie chcę zrezygnować.
Jeśli wszystko odchodzi, my tutaj zostajemy. Bo wieczność musi być właśnie taka.
jueves, 23 de enero de 2014
175 // país molt petit
Idę. Stąpam po lodzie - grubym, zimnym, nieprzeniknionym i niepokonanym. Wszystko dzieje się jakby w zwolnionym tempie, gdzieś poza mną, poza moją głową. Podążam za światłem, które jest na końcu tunelu, zupełnie nie wiedząc po co. Mi país es tan pequeño, consiste en mi cuerpo, lo limita mi piel. Mi país que lucha por la independencia y la libertad.
Nunca me perdonaré que algún día me he rendido en vez de luchar tal como me lo había jurado. He dejado el mar y me he ido, he volado y he ido a parar aquí, en estas tierras salvajes, frías, ajenas. Mi capital está helada, dormida, cubierta de nieve fresca.
Poddałam się, przegrałam, dałam zamknąć się w klatce. Nie wiem gdzie jest teraz mój umysł, moja dusza, moje uczucia. Szukają mojego ciała patrząc na Afrykę, czując słony zapach morskiej wody o poranku.
Jesień 2012, ja i plaża, samotna, nocna, ciepła. Wzruszają mnie fale dobijające do brzegu, miękkość piasku pod stopami.
- Eii, guapa! [Hej śliczna!] - usłyszałam okrzyk za moimi plecami i szybko odwróciłam się, zdumiona.
Andrea siedział na swojej Habanie, taki piękny, seksowny...
- Venga, sube! [Dalej, wskakuj!]
Szybko podbiegłam i wskoczyłam na motor. Objęłam Andreę mocno w pasie, tak, ze ledwo mógł oddychać. Byłam taka szczęśliwa, pełna emocji. Wydawało mi się, że jak tylko lekko poluzuję uścisk to od razu spadnę. Wtuliłam się w jego ramię z całej siły i palcami delikatnie głaskałam jego klatkę piersiową. Tęskniłam za nim, tęskniłam nawet jak wychodził na kilka godzin do pracy. Bez niego wszystko było takie bezbarwne, papierowe...
- Ma dove andiamo? [Dokąd jedziemy?] - zapytałam.
Odpowiedziała mi cisza. Zamiast mówić, Andre chwycił delikatnie moją dłoń, i przycisnął ją jeszcze bardziej do swojego ciała. Ruszyliśmy. Moje włosy rozwiewał ciepły wiatr, wokół było tak spokojnie. Tylko my i noc. Nasza Malaga. Zaczarowana, wyidealizowana, mistycznie piękna. W tę właśnie noc Malaga zamieniła się w naszą niewolnicę. Wszystko przestało mieć znaczenie, zupełnie jakby tej nocy zatrzymał się czas. Nic nie było ważne, tylko my i ta wspaniała chwila.
Przykleiłam się do jego wspaniałego, ciepłego ciała, czując każdy jego oddech, każdy ruch jego mięśni, podczas gdy wiatr grał najpiękniejszą na świecie melodię. Puściłam ręce i rozłożyłam je jak ptak chcący wzbić się do lotu, odfrunąć w stronę nieba. Rozpędzone powietrze muskało moje palce z niesamowitą lekkością. Droga, droga rozciągała się prosto przed nami. Niebo usłane gwiazdami, księżyc lśniący gdzieś daleko i ulica, palmy wokół. Przysięgam, że to właśnie wtedy poczułam, jakby Bóg Wszechmogący we własnej osobie zstąpił na ziemię by stanąć przede mną. Asomé esa responsabilidad y me afrenté a él repleta de esa armonía divina. Wstąpiłam do ziemskiego raju. To właśnie wtedy zamknęłam oczy dając się ponieść chwili. Osiągnęłam szczęście absolutne, tylko ja i wiatr, i on... Nic już się nie liczyło. Przysięgam, że to właśnie wtedy błagałam Boga by zabrał mnie z tego świata, żeby coś się wydarzyło... nie chciałam już nic, tylko, żeby ta chwila trwała wiecznie, żebyśmy nigdy nie dojechali do celu. Warto było przeżyć wszystkie te lata, każdy moment cierpienia i pustki by znaleźć się wtedy na jego starej Habanie, w tę jesienną noc. Byłam przekonana, że to właśnie dla tej chwili przeżyłam całe życie. To właśnie one mają sens - zwykłe, banalne, tak kurewsko proste chwile, które są nieskończonym szczęściem. To tym jest właśnie życie. Wolnością.
Było warto i jest warto, jeśli wciąż czuję tę wolność, pamiętam i wiem kim jestem. Zwykłą bandolera, kobietą ulicy. Banalną i kurewsko prostą. Kocham moją plażę, uwielbiam patrzeć na Afrykę gdzieś w oddali. Wielogodzinne, samotne wędrówki po uliczkach mojego miasta. Uwielbiam się gubić, iść przed siebie i słuchać poezji, którą dyktują mi morze i góry, wiatr, kamienne ulice miasta i liście palm. Wielbię nocne niebo, usiane gwiazdami, które pokazują mi drogę. I blady księżyc.
Viajes espontanéos hacia mí misma.
Nunca me perdonaré que algún día me he rendido en vez de luchar tal como me lo había jurado. He dejado el mar y me he ido, he volado y he ido a parar aquí, en estas tierras salvajes, frías, ajenas. Mi capital está helada, dormida, cubierta de nieve fresca.
Poddałam się, przegrałam, dałam zamknąć się w klatce. Nie wiem gdzie jest teraz mój umysł, moja dusza, moje uczucia. Szukają mojego ciała patrząc na Afrykę, czując słony zapach morskiej wody o poranku.
Jesień 2012, ja i plaża, samotna, nocna, ciepła. Wzruszają mnie fale dobijające do brzegu, miękkość piasku pod stopami.
- Eii, guapa! [Hej śliczna!] - usłyszałam okrzyk za moimi plecami i szybko odwróciłam się, zdumiona.
Andrea siedział na swojej Habanie, taki piękny, seksowny...
- Venga, sube! [Dalej, wskakuj!]
Szybko podbiegłam i wskoczyłam na motor. Objęłam Andreę mocno w pasie, tak, ze ledwo mógł oddychać. Byłam taka szczęśliwa, pełna emocji. Wydawało mi się, że jak tylko lekko poluzuję uścisk to od razu spadnę. Wtuliłam się w jego ramię z całej siły i palcami delikatnie głaskałam jego klatkę piersiową. Tęskniłam za nim, tęskniłam nawet jak wychodził na kilka godzin do pracy. Bez niego wszystko było takie bezbarwne, papierowe...
- Ma dove andiamo? [Dokąd jedziemy?] - zapytałam.
Odpowiedziała mi cisza. Zamiast mówić, Andre chwycił delikatnie moją dłoń, i przycisnął ją jeszcze bardziej do swojego ciała. Ruszyliśmy. Moje włosy rozwiewał ciepły wiatr, wokół było tak spokojnie. Tylko my i noc. Nasza Malaga. Zaczarowana, wyidealizowana, mistycznie piękna. W tę właśnie noc Malaga zamieniła się w naszą niewolnicę. Wszystko przestało mieć znaczenie, zupełnie jakby tej nocy zatrzymał się czas. Nic nie było ważne, tylko my i ta wspaniała chwila.
Przykleiłam się do jego wspaniałego, ciepłego ciała, czując każdy jego oddech, każdy ruch jego mięśni, podczas gdy wiatr grał najpiękniejszą na świecie melodię. Puściłam ręce i rozłożyłam je jak ptak chcący wzbić się do lotu, odfrunąć w stronę nieba. Rozpędzone powietrze muskało moje palce z niesamowitą lekkością. Droga, droga rozciągała się prosto przed nami. Niebo usłane gwiazdami, księżyc lśniący gdzieś daleko i ulica, palmy wokół. Przysięgam, że to właśnie wtedy poczułam, jakby Bóg Wszechmogący we własnej osobie zstąpił na ziemię by stanąć przede mną. Asomé esa responsabilidad y me afrenté a él repleta de esa armonía divina. Wstąpiłam do ziemskiego raju. To właśnie wtedy zamknęłam oczy dając się ponieść chwili. Osiągnęłam szczęście absolutne, tylko ja i wiatr, i on... Nic już się nie liczyło. Przysięgam, że to właśnie wtedy błagałam Boga by zabrał mnie z tego świata, żeby coś się wydarzyło... nie chciałam już nic, tylko, żeby ta chwila trwała wiecznie, żebyśmy nigdy nie dojechali do celu. Warto było przeżyć wszystkie te lata, każdy moment cierpienia i pustki by znaleźć się wtedy na jego starej Habanie, w tę jesienną noc. Byłam przekonana, że to właśnie dla tej chwili przeżyłam całe życie. To właśnie one mają sens - zwykłe, banalne, tak kurewsko proste chwile, które są nieskończonym szczęściem. To tym jest właśnie życie. Wolnością.
Było warto i jest warto, jeśli wciąż czuję tę wolność, pamiętam i wiem kim jestem. Zwykłą bandolera, kobietą ulicy. Banalną i kurewsko prostą. Kocham moją plażę, uwielbiam patrzeć na Afrykę gdzieś w oddali. Wielogodzinne, samotne wędrówki po uliczkach mojego miasta. Uwielbiam się gubić, iść przed siebie i słuchać poezji, którą dyktują mi morze i góry, wiatr, kamienne ulice miasta i liście palm. Wielbię nocne niebo, usiane gwiazdami, które pokazują mi drogę. I blady księżyc.
Viajes espontanéos hacia mí misma.
No hallarás otra tierra ni otro mar.
La ciudad irá en ti siempre. Volverás
a las mismas calles. Y en los mismos suburbios llegará tu vejez;
en la misma casa encanecerás.
Pues la ciudad es siempre la misma. Otra no busques -no la hay-
ni caminos ni barco para ti.
La vida que aquí perdiste
la has destruido en toda la tierra.
Constantino Cavafis
La ciudad irá en ti siempre. Volverás
a las mismas calles. Y en los mismos suburbios llegará tu vejez;
en la misma casa encanecerás.
Pues la ciudad es siempre la misma. Otra no busques -no la hay-
ni caminos ni barco para ti.
La vida que aquí perdiste
la has destruido en toda la tierra.
Constantino Cavafis
sábado, 11 de enero de 2014
174 // corre, corre...
Czas zaczął płynąć o wiele szybciej, rozlewa się, ucieka, biegnie... Szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Życie ludzkie to wszechświat, wielki wybuch po którym całość rozszerza się w stronę nieskończoności a czas ucieka coraz szybciej i szybciej. Nauczyłam się pokory, poczułam, że to nie tak, że jutro wszystko się nie skończy. Wizja patetycznego toposu Carpe Diem, który ma mobilizować do działania. Zawsze myślałam, że tak jest dobrze ale nie. Żadne ekstremum nie jest dobre i nigdy żadnego nie osiągniemy. Możemy biec na oślep, byle biec, ale czasem lepiej zatrzymać się i pomyśleć, podejmować konkretne działania z precyzją, opierając się na jakimś planie. Tego nauczyło mnie życie, nędza, którą sama sobie zgotowałam, przez niecierpliwość i która teraz jest tak daleko od mojego "ja". Nie dotrę do celu idąc na oślep.
Dziś w mieście poczułam to. To nie koniec trasy, to stacja przesiadkowa. Pewien element układanki, który jest niezbędny by złożyć ją w całość. Świat istnieje w naszej głowie i zawsze będziemy tym, kim wiemy, że jesteśmy. Daleko od barier, kultur, granic. Ja już wiem, że mam świat w moich dłoniach. Jest mój, oswojony, upragniony. Wszystko co udaje nam się przeżyć wzmacnia nas i uczy.
Pozostało wyznaczyć kolejne trasy, wziąć mapę i zacząć widzieć.
Historia teraz się rozpoczyna. Władam czasem, i nie obchodzi mnie co ma być przyszłością a co już było.
Czuję się tak podekscytowana, kiedy pomyślę o tym co jeszcze pozostało mi do przeżycia i co już zapisałam w tej historii, która jest jej kalką.
Dziś w mieście poczułam to. To nie koniec trasy, to stacja przesiadkowa. Pewien element układanki, który jest niezbędny by złożyć ją w całość. Świat istnieje w naszej głowie i zawsze będziemy tym, kim wiemy, że jesteśmy. Daleko od barier, kultur, granic. Ja już wiem, że mam świat w moich dłoniach. Jest mój, oswojony, upragniony. Wszystko co udaje nam się przeżyć wzmacnia nas i uczy.
Pozostało wyznaczyć kolejne trasy, wziąć mapę i zacząć widzieć.
Historia teraz się rozpoczyna. Władam czasem, i nie obchodzi mnie co ma być przyszłością a co już było.
Czuję się tak podekscytowana, kiedy pomyślę o tym co jeszcze pozostało mi do przeżycia i co już zapisałam w tej historii, która jest jej kalką.
- me romperé en pedazosestallarévomitaré mis entrañasme comerán los gusanosse quedó solo un hoyo sin aireque es un montón de piedraun agujero grandesin fondoallí me pierdochillandosin que me oiga nadie
entregaría todo el oro de la tierrapor volver a sentir el calor de tu pielque seamos felicesuno en dos como antesesas tardes trivialesen alguna ciudadbailando al ritmo de tus latidosllegar al fondo de tu corazóntan solo hacerte sonreírhacerte sentir un poco másentregaría a mi misma por ser capaz de hacerte felizconvertirme en esa mujer que siempre quisiste tenerdaría mi sangre por poder atrasar el tiempoevitar suceder tantas cosasel sabor de esos charcos saladosque inundan mi pieltan solo túsólo túque eres mi doble, haces que el mundo se llene de coloresque el viento deje de soplarcon una mirada tuya derrites todos los miedosy no hay más inseguridadesel suave toque de tu peloque calma mis dedos ardientessedientos de tiquisiera poder guardar los momentosy ahora los volvería a vivirmaldita sierva tuyade aquí hasta siempreesa parte de tiun musculo devoradoaún vivoaún queriendo respirarbajo el maryaun poco másun poquitoimaginarque el mundo no es eseque es otroque no es igualque se puede modelarcon los dedosque lo hicieron para nosotrosno al revès
viernes, 3 de enero de 2014
173 // palabras encadenadas
Kiedyś po prostu usiadłam i pisałam. Zostawiłam wszystko to, co dotąd robiłam w przypadkowym momencie, bez żadnego wytłumaczenia. Czułam, że albo teraz, albo nigdy. Hiszpańskie słowa pojawiały się na papierze zupełnie bez mojej kontroli, jakby wbrew mnie, to po prostu się działo, toczyło. To, co byłam winna Meritxell. Nie myślałam o niczym, czy ktokolwiek będzie kiedykolwiek chciał ją przeczytać. Robię to tylko dla niej, dla Meritxell i już wiem, że to jeszcze się nie wydarzy.
Czasem myślimy, że życie mówi nie, kiedy tak naprawdę chce nam tylko powiedzieć "poczekaj".
[2013-12-29 00:57:22] Cornèlia: poder estar un dia en barcelona
[2013-12-29 00:57:58] Cornèlia: yo cuando iba a polonia y estaba 2 horas en barcelona, en el parc de l'espanya industrial, era algo increiblemente precioso
[2013-12-29 00:58:12] Cornèlia: barcelona es una ciudad orgasmica
[2013-12-29 00:58:22] Cornèlia: no tengo palabras para describirla tanto es hermosa
[2013-12-29 00:58:59] Cornèlia: malaga no le llega ni a los talones
[2013-12-29 00:59:04] Cornèlia: ni toda andalucia junta
[2013-12-29 00:59:19] Andrea Mata: hombre ya
[2013-12-29 00:59:41] Andrea Mata: porque' solo has estado ahi
[2013-12-29 01:00:47] Andrea Mata: solo porque' te has criado ahi ehh
[2013-12-29 01:00:56] Cornèlia: puede ser que solo por eso
[2013-12-29 01:01:05] Cornèlia: pero igual, me encanta, cualquiera sea el motivo
[2013-12-29 01:01:17] Cornèlia: y girona, girona es una preciosidad
[2013-12-29 01:01:22] Cornèlia: una ciudad magica
[2013-12-29 01:01:41] Cornèlia: cuando vivia alli escribia un monton, estaba tan inspirada, me sentia como si las paredes me hablasen
[2013-12-29 01:01:56] Cornèlia: me vestia y pasaba horas perdiendome por el barri gotic
[2013-12-29 01:02:10] Cornèlia: tocando cada ladrillo de cada edificio como si fuera una perla
[2013-12-29 01:02:33] Cornèlia: el aire de girona es tan limpio, tan magico
[2013-12-29 01:02:50] Cornèlia: sientes las almas de toda la gente que habia vivido alli desde hace siglos y milenios
[2013-12-29 01:03:24] Cornèlia: y todo sin cambiar, el barrio viejo es igual que hace cientos de anos, como si el tiempo no pudiera con girona, como si el tiempo fuera nada
[2013-12-29 01:03:39] Andrea Mata: ya...
[2013-12-29 01:03:53] Cornèlia: cuando estaba alli no se ni como pero las palabras y los poemas salian de mis dedos como encantados
[2013-12-29 01:04:00] Cornèlia: creo que estaba embrujada, no se
[2013-12-29 01:04:08] Cornèlia: pero a veces hablaba con los gatos
[2013-12-29 01:04:15] Cornèlia: y me decian lo que iba a suceder
[2013-12-29 01:04:20] Cornèlia: y eso sucedia
To nie była moja decyzja. Tyle lat konsekwentnej walki o język polski, o to by dalej tworzyć tak jak wcześniej ale to nie ja decyduję. Ode mnie nie zależy nic, ja mogę jedynie spisywać jej słowa, a ona mówi jak chce, nigdy nie liczy się z moim zdaniem, to nie jest ważne. Ta historia ma zostać opowiedziana i to się wydarzy. Ja jestem jej nośnikiem, to ona wysłała mnie do Andaluzji, to ona sprawiła, że przeżyłam na własnej skórze jej własne życie. Rozumiem ją. Długie lata po tym jak po raz pierwszy ją zobaczyłam zrozumiałam co czuła. Nieważne czy potrafię pisać czy nie, nie ważne są moje piękne opisy, zgrabne sztuczki językowe. Ta historia ma powstać, ma zostać spisana, jest mroczna i cicha i tak skończy. Jak ona. Jak ja. Mamy jeszcze raz ją przeżyć. Razem.
[2014-01-03 02:44:45] Cornèlia: intento escribir pero es como si mis palabras fueran de papel
[2014-01-03 02:45:24] Andrea Mata: hombre escribe lo que sale eh
[2014-01-03 02:45:26] Cornèlia: que parezco un nino de 4 anos intentando describir una historia
[2014-01-03 02:45:39] Andrea Mata: da igual no le des mucha importancia ehh
[2014-01-03 02:45:55] Cornèlia: no voy a perder mas tiempo
[2014-01-03 02:46:14] Cornèlia: escribire cuando pueda, cuando vuelva a sentir y cuando pueda transmitir emociones como antes
[2014-01-03 02:46:24] Andrea Mata: antes cuando?
[2014-01-03 02:46:36] Cornèlia: en Girona, en Barcelona
[2014-01-03 02:46:59] Cornèlia: es donde empece a escribir esta historia y alli la voy a terminar
[2014-01-03 02:48:29] Andrea Mata: hombre que girona barcelona ehh
[2014-01-03 02:48:31] Andrea Mata: que dices ehh
[2014-01-03 02:48:50] Andrea Mata: en malaga no sentias emociones? eh
[2014-01-03 02:51:09] Cornèlia: si, pero esa historia la tengo que recorrer yo misma alli en esas mismas calles
[2014-01-03 02:51:17] Cornèlia: tal como la vivia Meritxell, paso a paso
Czasem myślimy, że życie mówi nie, kiedy tak naprawdę chce nam tylko powiedzieć "poczekaj".
[2013-12-29 00:57:22] Cornèlia: poder estar un dia en barcelona
[2013-12-29 00:57:58] Cornèlia: yo cuando iba a polonia y estaba 2 horas en barcelona, en el parc de l'espanya industrial, era algo increiblemente precioso
[2013-12-29 00:58:12] Cornèlia: barcelona es una ciudad orgasmica
[2013-12-29 00:58:22] Cornèlia: no tengo palabras para describirla tanto es hermosa
[2013-12-29 00:58:59] Cornèlia: malaga no le llega ni a los talones
[2013-12-29 00:59:04] Cornèlia: ni toda andalucia junta
[2013-12-29 00:59:19] Andrea Mata: hombre ya
[2013-12-29 00:59:41] Andrea Mata: porque' solo has estado ahi
[2013-12-29 01:00:47] Andrea Mata: solo porque' te has criado ahi ehh
[2013-12-29 01:00:56] Cornèlia: puede ser que solo por eso
[2013-12-29 01:01:05] Cornèlia: pero igual, me encanta, cualquiera sea el motivo
[2013-12-29 01:01:17] Cornèlia: y girona, girona es una preciosidad
[2013-12-29 01:01:22] Cornèlia: una ciudad magica
[2013-12-29 01:01:41] Cornèlia: cuando vivia alli escribia un monton, estaba tan inspirada, me sentia como si las paredes me hablasen
[2013-12-29 01:01:56] Cornèlia: me vestia y pasaba horas perdiendome por el barri gotic
[2013-12-29 01:02:10] Cornèlia: tocando cada ladrillo de cada edificio como si fuera una perla
[2013-12-29 01:02:33] Cornèlia: el aire de girona es tan limpio, tan magico
[2013-12-29 01:02:50] Cornèlia: sientes las almas de toda la gente que habia vivido alli desde hace siglos y milenios
[2013-12-29 01:03:24] Cornèlia: y todo sin cambiar, el barrio viejo es igual que hace cientos de anos, como si el tiempo no pudiera con girona, como si el tiempo fuera nada
[2013-12-29 01:03:39] Andrea Mata: ya...
[2013-12-29 01:03:53] Cornèlia: cuando estaba alli no se ni como pero las palabras y los poemas salian de mis dedos como encantados
[2013-12-29 01:04:00] Cornèlia: creo que estaba embrujada, no se
[2013-12-29 01:04:08] Cornèlia: pero a veces hablaba con los gatos
[2013-12-29 01:04:15] Cornèlia: y me decian lo que iba a suceder
[2013-12-29 01:04:20] Cornèlia: y eso sucedia
To nie była moja decyzja. Tyle lat konsekwentnej walki o język polski, o to by dalej tworzyć tak jak wcześniej ale to nie ja decyduję. Ode mnie nie zależy nic, ja mogę jedynie spisywać jej słowa, a ona mówi jak chce, nigdy nie liczy się z moim zdaniem, to nie jest ważne. Ta historia ma zostać opowiedziana i to się wydarzy. Ja jestem jej nośnikiem, to ona wysłała mnie do Andaluzji, to ona sprawiła, że przeżyłam na własnej skórze jej własne życie. Rozumiem ją. Długie lata po tym jak po raz pierwszy ją zobaczyłam zrozumiałam co czuła. Nieważne czy potrafię pisać czy nie, nie ważne są moje piękne opisy, zgrabne sztuczki językowe. Ta historia ma powstać, ma zostać spisana, jest mroczna i cicha i tak skończy. Jak ona. Jak ja. Mamy jeszcze raz ją przeżyć. Razem.
[2014-01-03 02:44:45] Cornèlia: intento escribir pero es como si mis palabras fueran de papel
[2014-01-03 02:45:24] Andrea Mata: hombre escribe lo que sale eh
[2014-01-03 02:45:26] Cornèlia: que parezco un nino de 4 anos intentando describir una historia
[2014-01-03 02:45:39] Andrea Mata: da igual no le des mucha importancia ehh
[2014-01-03 02:45:55] Cornèlia: no voy a perder mas tiempo
[2014-01-03 02:46:14] Cornèlia: escribire cuando pueda, cuando vuelva a sentir y cuando pueda transmitir emociones como antes
[2014-01-03 02:46:24] Andrea Mata: antes cuando?
[2014-01-03 02:46:36] Cornèlia: en Girona, en Barcelona
[2014-01-03 02:46:59] Cornèlia: es donde empece a escribir esta historia y alli la voy a terminar
[2014-01-03 02:48:29] Andrea Mata: hombre que girona barcelona ehh
[2014-01-03 02:48:31] Andrea Mata: que dices ehh
[2014-01-03 02:48:50] Andrea Mata: en malaga no sentias emociones? eh
[2014-01-03 02:51:09] Cornèlia: si, pero esa historia la tengo que recorrer yo misma alli en esas mismas calles
[2014-01-03 02:51:17] Cornèlia: tal como la vivia Meritxell, paso a paso
Suscribirse a:
Entradas (Atom)